op
Witam czytających, dziwne rzeczy dzieją się z moim samochodem. Opiszę dokładnie co się dzieje i może ktoś coś z tego zrozumie. Poczytałem w kilku miejscach o gasnących silnikach jednak nikt nie opisał czegoś takiego jak się dzieje u mnie. Do rzeczy jednak.
Jadąc samochodem rano odpala, jedzie na miejsce około 8 km, nie szarpie, ogólnie nic się nie dzieje. Wracając popołudniu bywa że jest w porządku a bywa że jest tak jak np. dziś. Samochód jedzie normalnie, niestety w korku a więc start stop start stop (piszę żeby było dokładnie). Po którymś zatrzymaniu się, nie podczas zatrzymywania ale już stojąc w miejscu nagle szarpnięcie (za pierwszym razem myślałem że ktoś mnie z tyłu lekko uderzył ale nic takiego się nie stało). Szarpnęło i spokój, ruszam, zatrzymuję się i znowu szarpnięcie (albo i nie). Reguły żadnej nie ma. Może szarpnąć ale nie musi. Od pewnego czasu kiedy zaczyna szarpać to wiem że za jakiś czas zgaśnie. Ot tak po prostu. Bez żadnych zadławień, odgłosów czy czegokolwiek. Po prostu chodzi, chodzi i stop. Oznacza to tyle że muszę postać około pół godziny i odpala od razu. Temperatura nie spada nawet przez ten czas za bardzo. Potem albo jest spokój albo znowu poszarpuje i stop. Bywa też tak że po puszczeniu hamulca samochód nie rusza (jest to automat). Muszę dodać gazu i dopiero szarpnie, niekiedy tak że aż zapiszczą koła i jedzie. Ale to też tylko niekiedy. Bez reguły jakiejkolwiek.
Dzisiaj (po raz pierwszy) stało się tak że po puszczeniu hamulca i dodaniu gazu samochód w końcu ruszył ale strasznie mułowato. Jakby chciał i niemógł. Do tyłu też mu nie szło za bardzo. Na szczęście byłem akurat na miejscu i go wyłączyłem. Po około pół godzinie wsiadłem, odpalił ładnie i ruszył normalnie. Lekko dało się czuć szarpnięcia ale jakoś tak wpadło mi do głowy żeby na każdych światłach wrzucać P. Po wrzuceniu P obroty na chwilę wzrastały i po chwili spadały. Chodził ładnie i równo. Przejechałem może z 5 km i kolejny postój na jakiś czas. Może z 15 minut. Wsiadam i nie odpala. Spodziewałem się tego więc przerażenia nie było. Odczekałem jeszcze trochę, odpalił i pojechał.
Stwierdziłem że muszę to w końcu opisać bo nijak nic mi do głowy nie wpada. Gdyby było tak że stanie i koniec to by stanął i koniec ale że jest tak iż po około pół godzinie wszystko jest ok ... To robi mnie głupiego całkowicie bo nie rozumiem co się może dziać i co się w ciągu tej pół godzinki dzieje.
Jeżeli ktokolwiek cokolwiek z tego pojmuje to proszę o jakąś podpowiedź co zobaczyć, co sprawdzić itp.
Dziękuję bardzo i pozdrawiam.
Jadąc samochodem rano odpala, jedzie na miejsce około 8 km, nie szarpie, ogólnie nic się nie dzieje. Wracając popołudniu bywa że jest w porządku a bywa że jest tak jak np. dziś. Samochód jedzie normalnie, niestety w korku a więc start stop start stop (piszę żeby było dokładnie). Po którymś zatrzymaniu się, nie podczas zatrzymywania ale już stojąc w miejscu nagle szarpnięcie (za pierwszym razem myślałem że ktoś mnie z tyłu lekko uderzył ale nic takiego się nie stało). Szarpnęło i spokój, ruszam, zatrzymuję się i znowu szarpnięcie (albo i nie). Reguły żadnej nie ma. Może szarpnąć ale nie musi. Od pewnego czasu kiedy zaczyna szarpać to wiem że za jakiś czas zgaśnie. Ot tak po prostu. Bez żadnych zadławień, odgłosów czy czegokolwiek. Po prostu chodzi, chodzi i stop. Oznacza to tyle że muszę postać około pół godziny i odpala od razu. Temperatura nie spada nawet przez ten czas za bardzo. Potem albo jest spokój albo znowu poszarpuje i stop. Bywa też tak że po puszczeniu hamulca samochód nie rusza (jest to automat). Muszę dodać gazu i dopiero szarpnie, niekiedy tak że aż zapiszczą koła i jedzie. Ale to też tylko niekiedy. Bez reguły jakiejkolwiek.
Dzisiaj (po raz pierwszy) stało się tak że po puszczeniu hamulca i dodaniu gazu samochód w końcu ruszył ale strasznie mułowato. Jakby chciał i niemógł. Do tyłu też mu nie szło za bardzo. Na szczęście byłem akurat na miejscu i go wyłączyłem. Po około pół godzinie wsiadłem, odpalił ładnie i ruszył normalnie. Lekko dało się czuć szarpnięcia ale jakoś tak wpadło mi do głowy żeby na każdych światłach wrzucać P. Po wrzuceniu P obroty na chwilę wzrastały i po chwili spadały. Chodził ładnie i równo. Przejechałem może z 5 km i kolejny postój na jakiś czas. Może z 15 minut. Wsiadam i nie odpala. Spodziewałem się tego więc przerażenia nie było. Odczekałem jeszcze trochę, odpalił i pojechał.
Stwierdziłem że muszę to w końcu opisać bo nijak nic mi do głowy nie wpada. Gdyby było tak że stanie i koniec to by stanął i koniec ale że jest tak iż po około pół godzinie wszystko jest ok ... To robi mnie głupiego całkowicie bo nie rozumiem co się może dziać i co się w ciągu tej pół godzinki dzieje.
Jeżeli ktokolwiek cokolwiek z tego pojmuje to proszę o jakąś podpowiedź co zobaczyć, co sprawdzić itp.
Dziękuję bardzo i pozdrawiam.

![[-]](https://www.scenic-forum.pl/images/revision-scenic/collapse.png)